Tegoroczna X-mass Noize Night była trzecią imprezą z tej serii, w której miałem przyjemność uczestniczyć. I – o ile nadal będzie organizowana, a ja nadal będę mieszkał w trójmieście – na pewno nie będzie ostatnią. Pięknie jest kończyć rok taką sztuką.
The Throne
W niektórych środowiskach spóźnienie się na występ kapeli, która gra jako pierwsza, należy do dobrego tonu, bo przecież skoro pierwsza to do dupy. Wielokrotnie już zdążyłem się przekonać o idiotyczności takich obyczajów i The Throne zdecydowanie ową idiotyczność potwierdzili – dali bardzo silny koncert. Mocno kojarzą mi się z The Ocean: kompozycje które jeżdżą po głowie jak walec, ciekawe, przestrzenne brzmienie (trzy gitary), bardzo zacny, agresywny wokal. Na minus – kawałki trochę mało zróżnicowane. Tym niemniej – kapela podobała mi się bardzo i będę obserwował, co się z nimi będzie działo dalej. Kto występ The Throne sobie odpuścił – niech żałuje.
HRV
Na ten występ, pomijając Blindead, czekałem chyba najbardziej. Jestem kibicem muzycznego ekumenizmu – uwielbiam obserwować, jak klimaty industrialne, ambientowe i transowe przenikają się z ciężkim graniem, jestem też kibicem Hervy'ego, który w dużej mierze decyduje o wyjątkowości Blindead. Obok Hervy'ego na scenie pojawił się Kuman – pałker z Proghma-C, więc spodziewałem się czegoś wyjątkowego. Czy było wyjątkowe? Prawdę mówiąc chyba średnio – były momenty, w którym HRV wgniatał w ziemię, ale były też takie, w których robiło się trochę nudno. Na żywo i z prawdziwymi garami moc tej muzyki jest dużo większa, niż gdy się jej słucha w domu, jednak zmiażdżony nie zostałem. Poza tym – publika chyba nie do końca skleiła o co chodzi. Wyglądała trochę podobnie do woodstockowiczów podczas koncertu Tymona z Możdżerem.
Broken Betty
Koncert, który porządnie rozruszał Ucho, a mnie jakoś nie. BB grają skocznego, biesiadnego rocka, mają fajną energię, którą potrafią zarazić publiczność i świetnego (w sensie – bardzo sprawnego) wokalistę, ale jak dla mnie - nie jest to nic specjalnego. Zagrali skocznie i biesiadnie, tak jak mięli. Wg mnie – najmniej interesujący występ na X-mass, choć oddać BB muszę, że udało im się rozbujać publikę przed występem Blindead, więc swoje zasługi dla mojego zachwytu całym koncertem mają.
Blindead
Był to trzeci występ tego zespołu, na którym miałem okazję być – poprzednie dwa odbyły się na poprzednich dwóch X-mass Noize Night. Blindead jest kapelą, która cały czas poszukuje, próbuje zupełnie nowych rzeczy, a to sprawia, że niezmiennie jest kapelą bardzo interesującą. Mam wrażenie, że coraz większą rolę w B odgrywa HRV – elektronika i wycieczki industrialno – ambientowe stają się coraz ważniejszym elementem ich muzyki. Nowy repertuar jest też bardziej progresywny, więcej jest grania spokojnego, melodyjnego, choć oczywiście cały czas B ma nieziemski ciężar. Oprawa audiowizualna w coraz mniejszym stopniu jest tłem dla ich muzyki, a coraz bardziej przestrzenią na której B się realizują , integralnym elementem dzieła, bez którego dzieło nie byłoby kompletne.
Jestem wielkim fanem albumu „Autoscopia. Murder in phazes” i jeśli mam być szczery – uważam że tamtego albumu nie udało im się przeskoczyć. Nowy materiał, jakkolwiek zawiera więcej eksperymentów, poszukiwań, smaczków, to jednak nie jest tak spójny jak „Autoscopia”, nie ma tamtej mocy. W porównaniu z „Impulse”, również eksperymentalną i zróżnicowaną – jara mnie jednak dużo bardziej. Wygląda na to, że w tą właśnie stronę B postanowili iść, w tym kierunku się rozwijać. Następna płyta może okazać się lepsza niż „Autoscopia”. Czego serdecznie życzę sobie, zespołowi i światu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz