Nie mam czegoś takiego, jak ulubiony zespół. Jednak gdyby ktoś poprosił o wskazanie kapeli, która miała na mnie największy wpływ, to – pokręciwszy oczywiście uprzednio nosem na to pytanie – wskazałbym Pidżamę Porno. Gdyby spytano mnie o człowieka, którego teksty najmocniej się na mnie odcisnęły – wskazałbym Grabaża. Dlatego, jakkolwiek nie jestem specjalnym fanem jego ostatnich dokonań, to jednak tę książkę po prostu mieć musiałem. I mam.
„Gościu” to wywiad – rzeka. Pyta Krzysztof Gajda, odpowiada Krzysztof Grabowski. Książka jest przebogata w treść – ponad 500 stron uzupełnionych zdjęciami dokumentującymi wydarzenia o których mowa. Grabaż okazuje się rozmówcą szczerym, sympatycznym, obdarzonym potężnym i odpowiednio punkowym poczuciem humoru. Pozwala spojrzeć swoimi oczami na swoją twórczość, funkcjonowanie swoich kapel, rzeczywistość w której istniał, wydaje się nie mieć żadengo problemu z wpuszczeniem czytelnika w swoją głowę. „Gościu” rzucił dużo światła na piosenki, które w młodości rozpieprzały mnie na kawałki... może nawet za dużo. Chyba wolałbym, żeby niektóre sformułowania pozostały niezrozumiałe, żeby te teksty zachowały tajemniczość.
Z czystym sumieniem polecam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
środa, 26 stycznia 2011
piątek, 10 grudnia 2010
Szału nie ma - recenzja książki "Komeda. Księżycowy chłopiec" Emilii Batury.
Sporo się po tej książce spodziewałem – niedawno przeczytałem „Desperado” - autobiografię Stańki, która mocno przyczyniła się do tego, że do reszty oszalałem na punkcie jazzu. Otwierając biografię Komedy miałem nadzieję na to, że pomoże mi jeszcze głębiej wniknąć w tą muzykę i klimat wokół niej. Nic takiego się nie stało.
Książka jest bardzo ładnie wydana i szybko się ją czyta. I to właściwie wszystko, jeśli chodzi o dobre rzeczy, które mogę na jej temat powiedzieć.
W trakcie lektury miałem wrażenie, że to nie jest książka o Komedzie, tylko o jego żonie. Zosia niewątpliwie była postacią nietuzinkową i wywarła ogromny wpływ na muzykę i życie Krzysztofa, ale to jednak nie z jej powodu sięgnąłem po tą książkę. To prawda, że wydawca zaznaczył w recenzji z tyłu okładki, że nie jest to biografia typowa, że autorka próbuje pokazać Komedę sięgając po szczegóły z jego życia osobistego, ale cholera – Komeda był przede wszystkim muzykiem i twórcą muzyki więc moim skromnym zdaniem książka o nim powinna dotyczyć przede wszystkim muzyki. Miałem wrażenie, że autorka nawet nie zadała sobie trudu, żeby porozmawiać z ludźmi, którzy z Komedą grali – postaci te są tak zmarginalizowane, że niemal niewidoczne. Stańko jest wspomniany dwu lub trzykrotnie, Roman Dyląg może ze dwa razy – podkreślam słowo „wspomniany”. Temat relacji pomiędzy Komedą i tymi dwoma muzykami w książce praktycznie nie istnieje, może poza stwierdzeniem, że Stańko jest artystą najbliższym duchowo Komedzie. Natomiast ze szczegółami pani Batura opisuje w jaki sposób Zosia urządzała ich wspólne mieszkanie, jak była pomysłowa zakrywając wilgoć... Mnie osobiście to akurat mało obchodzi. W odróżnieniu od procesu twórczego, od metod pracy Komedy – kwestii ledwie w „Księżycowym Chłopcu” poruszonej. Więcej na ten temat dowiedziałem się z „Desperado”.
Myślę, że warto zapamiętać nazwisko autorki. Ja na pewno zapamiętam – następnym razem gdy zobaczę na wystawie książkę o interesującej mnie postaci przed zakupem sprawdzę, czy to nie pani Batura ją napisała.
Książka jest bardzo ładnie wydana i szybko się ją czyta. I to właściwie wszystko, jeśli chodzi o dobre rzeczy, które mogę na jej temat powiedzieć.
W trakcie lektury miałem wrażenie, że to nie jest książka o Komedzie, tylko o jego żonie. Zosia niewątpliwie była postacią nietuzinkową i wywarła ogromny wpływ na muzykę i życie Krzysztofa, ale to jednak nie z jej powodu sięgnąłem po tą książkę. To prawda, że wydawca zaznaczył w recenzji z tyłu okładki, że nie jest to biografia typowa, że autorka próbuje pokazać Komedę sięgając po szczegóły z jego życia osobistego, ale cholera – Komeda był przede wszystkim muzykiem i twórcą muzyki więc moim skromnym zdaniem książka o nim powinna dotyczyć przede wszystkim muzyki. Miałem wrażenie, że autorka nawet nie zadała sobie trudu, żeby porozmawiać z ludźmi, którzy z Komedą grali – postaci te są tak zmarginalizowane, że niemal niewidoczne. Stańko jest wspomniany dwu lub trzykrotnie, Roman Dyląg może ze dwa razy – podkreślam słowo „wspomniany”. Temat relacji pomiędzy Komedą i tymi dwoma muzykami w książce praktycznie nie istnieje, może poza stwierdzeniem, że Stańko jest artystą najbliższym duchowo Komedzie. Natomiast ze szczegółami pani Batura opisuje w jaki sposób Zosia urządzała ich wspólne mieszkanie, jak była pomysłowa zakrywając wilgoć... Mnie osobiście to akurat mało obchodzi. W odróżnieniu od procesu twórczego, od metod pracy Komedy – kwestii ledwie w „Księżycowym Chłopcu” poruszonej. Więcej na ten temat dowiedziałem się z „Desperado”.
Myślę, że warto zapamiętać nazwisko autorki. Ja na pewno zapamiętam – następnym razem gdy zobaczę na wystawie książkę o interesującej mnie postaci przed zakupem sprawdzę, czy to nie pani Batura ją napisała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)